Oto czego zwykły plan diety nigdy nie uwzględnia: moje posiłki nie wypadają o stałych porach, bo cały mój dzień się przesuwa. I nie chodzi tylko o noce. To, czy pracuję rano, czy po południu, zmienia porę, o której śpię — a tak samo to, czy muszę zawieźć dzieci do szkoły. Wszystko to przesuwa porę, o której jem pierwszy posiłek dnia — a gdy przesuwa się pierwszy posiłek, przesuwa się też każdy kolejny.
Więc plan, który mówi „jedz o 8, 13 i 18”, jest dla mnie bezużyteczny. Niektóre dni o 8 jeszcze śpię. Pytanie nie brzmi, o której jem. Brzmi: jak sprawić, żeby cały dzień zsumował się do właściwej ilości, skoro pory nie chcą ustać w miejscu.
Dlaczego pory się przesuwają — zaczyna się od snu
Moje jedzenie idzie za snem, a sen za zmianami. Jeśli pracuję po południu i nie mam nic do zrobienia rano, pozwalam sobie porządnie się wyspać — potrzebuję około dziewięciu godzin, żeby być wyspany, nie siedmiu, a jeśli to regularne dziewięć, jest dobrze. Po krótkiej nocy czasem potrzebuję dziesięciu, żeby to nadrobić i nie łapać senności w ciągu dnia. Ale jeśli pracuję po południu i mimo to muszę odwieźć dzieci do szkoły, i tak wstaję wcześnie — tylko nie tak wcześnie jak na wpół do piątej przy porannej zmianie.
Sedno w tym: zależnie od tego, o której wstaję, jem pierwszy posiłek o zupełnie innej porze — a wszystkie kolejne przesuwają się razem z nim. Zwłaszcza na masie robi się niewygodnie, bo i tak muszę zmieścić całe jedzenie, więc posiłki zagęszczają się bliżej siebie, co nie jest korzystne.
Jedna zasada, która to naprawia: licz dobę
Oto myśl, która spina to wszystko, i jest prosta: liczę kalorie w obrębie całej doby, nie według zegara. Nie ma znaczenia, czy jem między 8 a 18, czy między 14 a 4. Liczy się suma z całej doby.
Nie chodzi o to, o której jesz. Chodzi o to, żeby trafić w swój limit kaloryczny w obrębie doby — gdziekolwiek te godziny wypadną wokół Twojej zmiany.
Gdy zaczniesz tak myśleć, przesuwające się pory przestają być problemem. Na masie muszę dojść do zaplanowanych kalorii w obrębie doby choćby co — nie musi to być od 8 do 18, ma po prostu zmieścić się w dobie. Na redukcji nie mogę w obrębie doby przekroczyć limitu; a jeśli zjem coś dodatkowo w nocy i wyjdę ponad limit, te kalorie odejmuję z następnego dnia. Jednostką jest doba, nie pory posiłków.
Prawdę mówiąc, jest to nawet trochę luźniejsze niż jedna doba — liczy się suma kalorii w jakimś okresie, a ten okres może być dłuższy niż doba. Ale trzymanie się doby to prosta, praktyczna zasada, więc tego się pilnuję.
Noce: zmiana, która najbardziej rozwala jedzenie
Jeśli któraś zmiana rozwala jedzenie, to noce — bo naprawdę trzeba coś zjeść w środku nocy. Na nocnej zmianie zawsze jem jeden posiłek; staram się, żeby był węglowodanowo-białkowy, choć czasem to tylko shake, a nawet gainer zamiast porządnego białkowego, zależnie od tego, co dam radę ogarnąć. O samym nocnym posiłku pisałem gdzie indziej, więc tu nie będę tego powtarzał.
Dla tego artykułu ważne jest to, co dzieje się potem. Jeśli zjadłem w nocy, a wracam do domu spać tylko pięć czy sześć godzin, nie jem od razu po wejściu. Jem trochę później — bo jadłem już nad ranem, więc nie ma potrzeby jeść znowu o 7. Posiłek po prostu się przesuwa. I to wszystko i tak musi zsumować się w obrębie doby.
Co przygotowuję wcześniej — a czego nie
Jedzenie do pracy zawsze przygotowuję wcześniej — to niepodważalne, nie ma co liczyć, że znajdziesz coś porządnego w trakcie zmiany. Z jedzeniem w domu jest luźniej. Kiedyś szykowałem śniadanie poprzedniego wieczoru — moczyłem płatki z jogurtem, żeby do rana zmiękły — ale teraz po prostu robię śniadanie na świeżo, gdy wstaję.
Jedyne, co gotuję z wyprzedzeniem, to obiady: robię więcej mięsa i wykorzystuję je przez dwa czy trzy dni, trzymając w lodówce. To zdejmuje sporo presji, bo białko jest już gotowe, kiedykolwiek wypadnie okno na jedzenie w danym dniu.
Największy błąd, jaki popełniłem
Przez długi czas nie liczyłem kalorii w obrębie doby — po prostu jadłem. Coś w nocy, potem więcej w dzień, raz więcej, raz mniej, wszystko na oko. I to jest właśnie pułapka: jeśli jesz na oko w nocy, a potem dojadasz na oko w dzień, zawsze wyjdzie źle — za dużo albo za mało. Chyba że akurat trafisz idealnie, a nie trafisz, dzień w dzień.
Więc błąd nie leżał w żadnym konkretnym jedzeniu. Leżał w tym, że nie traktowałem doby jako jednej zaplanowanej sumy. Gdy zacząłem, przesuwające się pory przestały mieć znaczenie — bo nie polegałem już na szczęściu, że trafię we właściwe miejsce. To musi być zaplanowane, nie zostawione przypadkowi.
To nie jest porada żywieniowa ani medyczna. Tak po prostu trzymam w porządku własne jedzenie przy grafiku. Zapotrzebowanie kaloryczne, pory posiłków i to, jak praca nocna wpływa na organizm, różnią się mocno między ludźmi — jeśli masz schorzenie albo nie jesteś pewien, jak ustawić własne liczby, właściwą osobą do zapytania jest lekarz albo prawdziwy dietetyk, nie strona internetowa.
Jeśli masz zapamiętać trzy rzeczy
- Licz dobę, nie zegar. Przy zmiennym grafiku pory posiłków nigdy nie ustaną w miejscu, więc przestań próbować jeść „o właściwej porze” i po prostu spraw, żeby cała doba zsumowała się do Twojego limitu.
- Noce wymagają planu, nie zgadywania. W nocy i tak zjesz, więc wlicz ten posiłek w sumę doby — a poranny posiłek przesuń na później, jeśli jadłeś już nad ranem. To wszystko i tak musi zmieścić się w dobie.
- Szykuj, co się da, resztę zaplanuj. Jedzenie do pracy gotowe wcześniej, mięso ugotowane na kilka dni — a przede wszystkim planuj kalorie na dobę, zamiast jeść na oko, bo na oko zawsze wychodzi źle.
Zaplanuj trening wokół tego samego zmiennego grafiku
Jedzenie to nie jedyna rzecz, którą grafik ciąga w różne strony — okno treningowe też się przesuwa. Darmowy planer układa Twoje sesje wokół zmian, które nigdy się nie powtarzają, tak samo jak Ty układasz jedzenie wokół doby.
Otwórz Planer Treningu ZmianowegoZaplanuj cały tydzień, nie tylko dzień
Darmowe szablony do druku mają plan tygodnia zrobiony pod grafik, który nigdy nie powtarza tego samego tygodnia dwa razy. Pobierz darmowe szablony →